PL
Miałam dwadzieścia trzy lata i całe życie zaplanowane co do miesiąca. Ślub w czerwcu, potem wspólny kredyt

Od razu mówię — jeśli macie swój kawałek ziemi za miastem, to nikomu nie mówcie. Dosłownie nikomu.

Wracałam z pracy później niż zwykle, bo na trasie z Poznania do Swarzędza znów stał sznur samochodów.

Jasiek miał dziesięć lat i cały podwórkowy świat znał go jako gościa od najdłuższych młynków na trzepaku.

Głośny pisk mikrofonu przeciął weselną salę. Orkiestra przestała grać. Dwieście par oczu wbiło się we

— Przepisujesz mieszkanie na mnie. Albo koniec z nami. Staliśmy w kuchni. Za oknem gdańskie niebo wisiało

Kasia odłożyła długopis i przez chwilę patrzyła na kolumnę cyfr. Siedzieli przy kuchennym stole w jej

Dziesięcioletnia Zosia wracała ze szkoły przez ugory za Gubałówką. Lipcowe popołudnie pachniało skoszoną

Stałam w przedpokoju w płaszczu, z torebką przewieszoną przez ramię. Za oknem prószył śnieg.

Rudemu burczało w brzuchu tak, że aż wstyd przed gołębiami. Trzeci października, Łódź mokła w deszczu










